czwartek, 21 lipca 2016

Kiedy kot śpi.../// Kinga

Mowa oczywiście o Jaśku, chwila spokoju kiedy mały już nie wytrzymał i dał się objąć Morfeuszowi na kilka godzin. 
Wtedy ja wkraczam do akcji (na bloga) i oto jestem. 
Dziś mój obiecany post odnośnie zrzucania zbędnego balastu w postaci tłuszczu.
Jak pisałam parę dni wcześniej uwielbiam jeść i pomimo ukończenia przeze mnie szkoły o kierunku związanym z technologią żywienia i dietami niestety nie poszłam w tą stronę tylko jadłam jak rok i pięć, osiem lat wcześniej. Obiady gotowała mama-takie tradycyjne, polskie, pyszne tłuste sprawy.
Pracowałam do 21 więc co było jak Kinga wróciła do domu? trzaskała garczkami, a rano klęła, że znowu waga się popsuła.
Po ciąży się to zmieniło, dopadło mnie większe niż zwykle zmęczenie. Nie podobałam się sobie, jednocześnie od kilku lat marzyłam o tych niedoścignionych 50 kilogramach na "blacie". Przemyślałam pewne przyzwyczajenia to co lubię, co prawdopodobnie dodaje mi tych centymetrów tu i ówdzie, co mogę zmienić, a co zamienić no i tak:
Śniadanie to podstawa!
Staram się zaaawsze je jeść, wtedy mam energię dla małego, eliminuje albo chociaż minimalizuje, wieczorne napady głodu, rozdrażnienie czy zmęczenie, a przy dzieciaku jest jak jest.
Jem często, ale mało. Jeśli zjem śniadanie o 8, to koło 11 jem następny posiłek i tak co 3-4 godziny, aż do 19, 20 to zależne jest kiedy idę spać , albo inaczej-kiedy Jasiek idzie spać :) 
Eliminacja:
Wyeliminowałam/zminimalizowałam spożywanie tłuszczu, cukru, substancji słodzących, soli, przypraw/sztucznych napoi, soków typu Kubuś czy marketowych typu multiwitamina, sklepowych owocowych jogurtów.
Czekolada, ciastka, pizza, kebab itd to oczywiste, że z jadłospisu won.
Zamiana:
Żeby życie miało smaczek w jakimś stopniu chciałam zachować niektóre smaki i np kawa z mlekiem 0,5% tłuszczu zamiast 3,2% czy śmietanką 12%.
Wcześniej wspomniane produkty mleczne zamieniłam na jogurt typu greckiego, o obniżonej zawartości tłuszczu dodaje do niego owoce na jakie jest akurat sezon. Jestem pewna naturalności tego co jem zwłaszcza, że większość posiłków podkrada mi Jaś.
W porze kiedy panuje deficyt na świeżynki, korzystam z tych wcześniej zamrożonych, lub sklepowych owoców, no cóż oby do lata :) 
Jeśli chodzi o obiadki to pierś z kurczaka lub ryba w ziołach "smażona" na wodzie z użyciem teflonowej nieprzywierającej patelki + kasza gryczana/pomidor/mix sałat z sosem winegret.
Przekąska/kolacja to głównie kilka plasterków wędliny, pomidor itd.
Napisałam o tym co trzeba-śniadanie, obiad... ale jesteśmy nadal ludźmi (coraz chudszymi!:)), chcemy się czasem zabawić, wyjść do znajomych, czy wieczorem z partnerem/partnerką siąść przy lampce wina, lub małym złotym półlitrowym z pianką... Czemu nie... czasem każdy może, ale co wtedy jeśli chce nam się nagle jeść, a chce się bardzo często po, lub w trakcie takich eskapad? 
Jeśli chodzi o mnie preferuję zamiast czipsów, naczosów z dipami, czy tłustych mięs ogórki kiszone i plasterki chudszej ulubionej wędliny.
Jeśli mnie naleci na coś słodkiego to mieszanka studencka lub suszone banany, a jeśli na chrupkiego to pełnoziarniste krakersy, polecam te z Rossmanna. 
Zapychanie: jak siedzimy w domu, jest jesień-zima albo nam się po prostu nudzi robimy się głodni, a tak naprawdę nasz brzuch/mózg się nudzi i chce żebyśmy poszli do słodyczowej szafki po milkę z orzechami, w takim przypadku robię sobie kawę, a właściwie napój kawowo-mleczny z dużą ilością mleka i odrobiną miodu. 
Przychodzi taki moment w życiu każdego kiedy kładziemy głowę na poduszczce, zamykamy oczy a jedyne co słyszymy to burczenie w brzuchu, mój sposób to-woda czy to godzina 3 nad ranem i Jasiek się budzi na pierwsze śniadanie, czy 5 kiedy budzi się już prawie na swój obiad :)
Ogólnie rzecz ujmując to są moje przemyślenia, to co lubię, co mi pomogło, co pomaga mi do tej pory utrzymać wagę nie rezygnując ze wszystkich przyjemności podeniebienia. 
Zaznaczam!
jestem Kingą i nic, co jadalne nie jest mi obce. Czasem zdarza mi się zjeść kawałek pizzy, czy kilka cukierków jednak jeśli ma mieć miejsce taka odskocznia staram się żeby był to własnoręcznie robiony biszkopt z owocami, czy tarta na ostro z kurczakiem i papryką.
Część pierwszą, mamy ją już za sobą w następnych postach będę opisywała dokładniej potrawy, mój sposób na częsty problem nie tak łatwy do rozwiązania-cellulit, no i w końcu ćwiczenia pomocne w dążeniu do celu. Pozdrawiam serdecznie i piszcie w razie pytań i czy może w jakimś chociaż małym stopniu zagrzałam Was do walki z tłuszczem?:)


Przed-W trakcie-Po






4 komentarze:

Jeśli czytasz Nasz blog, będzie nam bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad :)