piątek, 30 września 2016

Jesienny must-have

Witajcie moi wspaniali czytelnicy, dziś chcę Wam podziękować po prostu, że jesteście, że jest Was coraz więcej, dziękuję za każdy miły komentarz, oraz ten, który ma dać nam kopa dla lepszego blogowania. Dziś typowy wyjściowy outfit, bez kombinacji, to co lubię, to w czym się lubię na jesiennie, na szaro ale z pazurkiem, czarnym.. pod kolor :)
Jak zwykle brak czasu, Jaś pałętający się pod nogami, związany i zakneblowany żeby móc zrobić 10 zdjęć w lusterku :D
Brak czasu potencjalnych fotografów, spowodował tak słabą jakość dzisiejszych wypocin, obiecuję nadejdzie jeszcze lepszy czas pod tym względem :) 
Must-have na jesień?

SKÓRZANA RAMONESKA

Zawsze modna, zawsze przydatna,
pasująca do wszystkiego- dosłownie. 
Podejrzewam, że nawet bez niczego pod spodem, przyodziane jedyne w ową kurtałkę wyglądałybyśmy jak półtorej Aniołka Victoria's Secret (rzadko zdarza mi się widzieć kobietę o takich wymiarach, także uogólniam) :D 
Moja zdobycz jest z Zary, grubsza ekologiczna skóra, srebrne suwaki, taka soft motocyklówka :) 
Polecam wybrać jedną, porządną-taką która wystarczy nam na kilka lat prawie codziennego eksploatowania. Kolejnym punktem na liście jak dla mnie prawie też na cały rok to,

SZTYBLETY 

Ukochany krój buta zestawiany również praktycznie do wszystkiego. W moim sercu, jak i szafie ma wyjątkowe miejsce (kilka miejsc) czy to płaska podeszwa, czy różne wysokości obcasa.
Klasyczny, krój tegoż obuwia przemawia do mnie w 100 procentach, zaufałam im kilka lat temu i sukcesywnie co kilka miesięcy moja sztybletowa kolekcja powiększa się. 
Do must have-ów dobrałam minimalistyczną pikowaną torebkę z ozdobnym chwostem, takie maleństwo jest mało pakowne, jednakże mam do dyspozycji pusty koszyk wózka mojego syna, także wszystkie graty tam też lądują. 
Szara trapezowa sukienka z falbanką, srebrny włos pod kolor i jestem gotowa na podbój placów zabaw z małym :)
Dla tych wszystkich, którzy stoją na straży prawilnego widoku matki polki, mówię: 
spokojnie nic mi nie wystaje, pod spodem zawsze coś tam mam, ażeby nie straszyć niczego nie spodziewających się dziatw :D   




 
   

Dress//Next
Jacket//Zara
Bag//Zara
Shoes//Sinsay
Jewellery//NN

wtorek, 27 września 2016

Orange, white i yellow

Hej kochani! zmieniamy cykl naszych spotkań na blogu. 
Większością postów będę się zajmować ja, z racji mamusiowania Agaty :) 
Nastał ten wstrętny czas, kiedy za oknami jesień i z każdym wyjściem na dwór zabieram 20 możliwych ubrań, bo raz mi zimno, 5 razy gorąco, 
a suma summarum i tak zawsze łapię jakieś choróbsko. 
Zatoki mi się obudziły z letniego snu, ale cóż taki ich urok. 
Dni są dość nijakie i ostatnio najlepszym przyjacielem jest wanna z gorącą wodą, ku mej uciesze od dziś grzejniki stają się w końcu ciepłe, co mnie i moje zatoki cieszy niezmiernie. 
Na ocieplenie atmosfery mam dla Was odrobinę Gdańskiego słońca w postaci kilku jeszcze wakacyjnych fotek.
Jak zwykle wygodna stylizacja w postaci szortów, topów i wygodnych butów do oblatania wszystkich szczelin tego magicznego miejsca. 
Zostawiam Państwa z zapachem morza i promieniami z nad Bałtyku, ahoj :) 













































Shorts//H&M
Yellow top//asos
orange top//new look
white top//river island
bag//stradivarius
shoes//reserved 






piątek, 23 września 2016

white&white czyli jak mieć białe zęby

Witam Was drodzy, najdrożsi czytelnicy <3
Dzisiejszy post rozpocznę słowem przepraszam.
Przepraszam za braki na naszym blogu, Agata już prawię rodzi, a ja dzielnie próbuję ją w tym wspierać, cóż są rzeczy ważne i ważniejsze, ale postanowiłam w końcu spiąć fleki i jestem.
Od kilku lat dość gęsto zaczepiają mnie ludzie, bliżsi czy tam dalsi znajomi, klienci w sklepie czy też kosmetyczka, fryzjer,a nawet stomatolog. Teraz coraz więcej dostaję od Was wiadomości i komentarzy odnośnie uśmiechu :) a właściwie o co chodzi, że mam takie białe zęby, dlatego postanowiłam coś o tym napisać.
Wszystko zaczęło się kilka lat temu, jak "wzięłam się za siebie", zaczęłam dorastać i chciałam być najlepszą wersją Kingi. Zapuściłam, przefarbowałam włosy, zmieniłam styl ubierania, schudłam zostały jednak zęby jakby to powiedzieć hmm w dość naturalnym odcieniu :D
Czytałam sporo na ten temat, konsultowałam się z dentystą, oraz grzebałam na internetowych forach, gdzie wyszukałam informacje sprzed nawet 6 lat. 
Pomyślałam, że jeśli w przeciągu tego czasu nikt się nie żalił to i ja spróbuje.
Wszyscy mają perłę mam i ja :D także, moim wybawcą  jest Biała Perła system, Stomatologiczny żel wybielający.   

Stosowałam płyny do płukania ust, pasty, których to producenci obiecywali hollywoodzki uśmiech, ale ja nie widziałam efektów właściwie żadnych.
Zaczęłam stosować ten oto specyfik i zaraz po mnie, spora grupka znajomych szturmowała apteki i sklepy internetowe. Wygodna aplikacja żelu na silikonowe "foremki", które uprzednio trzeba było dopasować do naszej szczęki, górnej jak i dolnej. Już po pierwszych 2-3 razach widziałam różnice, na ulotce piszą jakieś tam, instrukcje, uwagi jak często trzeba to robić, a właściwie nie za często by się nie skrzywdzić, aaale nikt przecież nie będzie mi mówił co mam robić :D a już na pewno nie kartka, z którą nawet nie mogę się pokłócić. Nie słuchałam, wybielałam jak głupia do momentu, aż moje zęby nie podchodziły pod niebieski z tej bieli;p Wynikiem tego wszystkiego były: rany dziąseł, schodziła z nich skóra po prostu, brak możliwości normalnego funkcjonowania; nie mogłam jeść, pić bez bólu, doszło nawet do tego, że jak biegałam nie dało rady otwierać ust do sapania, bo zimne powietrze, które wlatywało sprawiało straaaszny ból. Suma summarum w końcu zmądrzałam, wybieliłam tyle, ile chciałam, ogólnie polecam, tylko z umiarem! słuchać ciotki Kingi! :D 













Dla samego podtrzymania efektu polecam:
  • Piaskowanie u dentysty, raz na jakiś czas i w razie potrzeby, a że każdy potrzeby ma inne, to należy się dogadać ze swoim lekarzem.
  • Elektryczna szczoteczka,
  • Stosowanie płynów, past które zgarną aktualnie powstałe zabrudzenia ze szkliwa, 
(kawa, papierosy,winko) do tego pięknego białego momentu.
  • Raz na jakiś czas, np co dwa miesiące, umycie zębów mieszanką: soda oczyszczona+pasta,
(dwa powyższe punkty traktować jako wspomagacz, a nie podstawę).
  • Gumy orbit white :)

Ps. Moja przygoda miała miejsce około pięć lat temu. Wtedy na rynku dostępny był żel ten, który widzicie wyżej na zdjęciu, aktualnie wiem, że na rynku są inne odmiany białych pereł, jednakże nie wiem jak działa reszta.  

piątek, 16 września 2016

Typowy casual

Witajcie Kochani :) 
Z wielkim trudem próbuję zejść na ziemię po wakacyjnych wojażach.
Dziś mam dla Was pierwszą część wczasowych zdjęć z przepięknego Gdańska, chociaż będę głównie skupiać się na stroju, niż urokach miasta. 
Nie byłam przygotowana sprzętowo na sesję, dlatego taka fatalna telefonowa jakość, za co bardzo Was przepraszam, mam nadzieję, że coś tam dojrzycie :D
Jedno, dwa spojrzenia w lusterko potwierdziły obawy chłopaków-musieli robić zdjęcia :)
Chociaż były okupione płaczem, małym przekupstwem i ciągłym ględzeniem męża.
Wypad do zoo, także musiałam wtopić się w tło :D 
motywem przewodnim stroju jest wąż.
Trochę wygody w postaci sportowych butów i luźniejszych szortów, ale żeby jednak nie było za nudo, dobrałam do tego krótki biały top, całość uzupełniła torebka z długimi frędzlami.
Kropką nad "i", wisienką na torcie i co tam jeszcze sobie nie wymyślę, jest długi kardigan w zwierzęcy print, taka moja perełka :)
Outfit idealny na takie wypady, typowo casualowy look, sporo swobody zwłaszcza wtedy jak musisz pędem lecieć za dzieckiem, które właśnie chce wejść do zagrody słonia :) 
Jak widzicie trochę zmieniło się na mojej głowie.
Zawsze podobał mi się blond, był to taki wymarzony niedościgniony kolor włosów.
Ze względu na mój typ urody, oprawę oczu i kolor cery, nie mogłam sobie na to pozwolić, ale postanowiłam jakoś to pogodzić.
Kilka przewertowanych gazet, i wyszłam od fryzjera z  nieregularnym odrostem i jasnymi końcówkami.
Nie jest to najnaturalniejszy look, ale to jest coś czego oczekiwałam, no może jeszcze parę poprawek, ale to już przy następnym farbowaniu :)





















 
























SHOES\\PULL&BEAR  SHORTS\\RESERVED  BAG\\MOHITO TOP\\NEW LOOK
SWEATER\\GEORGE

środa, 14 września 2016

Siły nadprzyrodzone

Hej Kochani :)
Dziś chcemy przybliżyć Wam trochę bardziej niż zwykle jak wygląda od środka świat Immeji. Naszą relację mogę opisać w skrócie kilkoma słowami: 
"Niewidzialna czerwona nić łączy tych, których przeznaczeniem było się spotkać, niezależnie od czasu, miejsca czy okoliczności. Ta nić może się rozciągać lub splątać, ale nigdy się nie przerwie."
Podążając tym tropem  powiem, że jedna mieszkała w Warszawie, a druga w Londynie, Skejpik wtedy szalał.
Dla nas odległość  nigdy nie miała znaczenia:)

Nasze życie jakimś cudem idzie podobną trasą, jakimś cudem dokonujemy takich samych wyborów, nawet historie miłosne wyglądają podobnie. Są momenty, kiedy nie widzimy się jakiś czas, wtedy wystarczy spojrzenie, charakterystyczny uśmiech i  wiem co chce mi powiedzieć, co takiego się stało. 
Czytamy z siebie jak z otwartej księgi.
Telefon, 7 nad ranem... Halo Kinga, wszystko okej? bo śniłaś mi się… wiadomo,  przeczucie najlepszej przyjaciółki się nie myli. 

W tych czasach rzadko spotykany jest brak zawiści, wtedy jak tej drugiej dobrze się wiedzie.
Jest jakaś tam zazdrość, ale taka zdrowa typu, ta małpa znalazła lepsze dżinsy niż ja.
Jest za to takie szczere życzenie wszystkiego co najlepsze, bez grama myśli, a powiem jej żeby obcięła te długie, piękne, gęste, zdrowe włosy. Powiem, że lepiej wygląda w krótkim blond bobie. Wstawię zdjęcie gdzie to ona źle wygląda, tak specjalnie żebym to ja wyglądała lepiej.

Jesteśmy dla siebie jak siostry, wiemy o sobie wszystko i zawsze możemy na siebie liczyć, nawet mózgi mamy podobne (Pozdrawiamy 
autora komentarza z tego tematu :D:D:D) i dlatego właśnie jest Immeji czyli bliźniaczki.
Nasz blog powstał, żeby pokazać, że istnieje prawdziwa przyjaźń, to nie tylko filmy Disneya i seriale dla nastolatków.


Mam nadzieję, że każdy z Was ma przy sobie kogoś takiego kim my jesteśmy dla siebie.


Zdjęcia sprzed miliona lat, ale sentyment zostaje, nawet pomimo narysowanych brwi :D









Czas nieubłaganie leci, wszystko się zmienia

tylko nie to, że się przyjaźnimy :)


Pozdrawiamy   <3



poniedziałek, 12 września 2016

Bomber Jacket


Szał na bomberki nadal trwa,  więc dziś mój ulubiony model z H&M. Co prawda za oknem upał, ale jesień zbliża się do nas wielkimi krokami. Dlatego stylizacja już na te chłodniejsze dni :) Jest wygodnie i luźno, W takich zwyklaczkach, czuję się ostatnio najlepiej. Do bomber jacket dobrałam pojemną torbę z Sinsay, klasyczne superstary i koszulę z H&M. Chociaż nie cierpię legginsów, w żadne spodnie  już od dawna się nie mieszczę, więc to był jedyny możliwy wybór. Na zdjęciu model dla kobiet ciężarnych z Gatty :) Zmęczenie ostro daję mi się we znaki. Ostatnie dni ciąży są najgorsze. Jakieś rady, przed porodem naturalnym? ;p Do niedawna nie bałam się w ogóle, ale zaczynam odczuwać strach.




Jacket/H&M, Bag/Sinsay, Shoes/Adidas (butsklep.pl) Legginsy/Gatta, shirt/H&M

W następnym poście ciąg dalszy o ulubionych matach :)Buziaki!Aga <3

piątek, 9 września 2016

Anty dziecko. Kinga.

Dziś również dziecięcy temat, a właściwie anty dziecięcy biorąc pod uwagę kompetencje pracowników "służby zdrowia".

Ostatnio przeczytałam artykuł dziewczyny o temacie Dwudziestu rzeczy, które wspólnie są równie nieprzyjemne, co sam ból porodowy. 

Postanowilam napisać jakie jest moje ALE odnosnie całokształtu.

Jak kiedyś już wspomniałam w innym poście,

nie podobało mi się podejście Pani ginekolog, 
odnośnie zbędnych komentarzy względem mojej osoby.
Zagięła\zaskoczyła mnie nazywając kilkutygodniowy płód rozwijajacy sie w moim brzuchu per wpadka, nie wiem tak naprawdę czym się sugerując. Głównie mówię o tym, że było to zbędne z jej strony, a czy to była wpadka czy cokolwiek innego to moja sprawa.
Kolejnym wybrykiem Pani "doktor" było przepisanie mi recepty na lek 
którego jak się okazało po przeczytaniu przezemnie ulotki nie mogą brać  kobiety w ciazy.
Nieprzestrzeganie  przeciwwskazań mogłoby grozić poronieniem, zważając na fakt iż nie minął pierwszy najbardziej ryzykowny trymestr.

Kolejne wpadki miały miejsce nieco później.

Po wizycie u mojej Pani położnej, ktg i obsluchiwaniu brzuszka dowiedzialam sie ze dziś moze być właśnie TEN dzień. 
Faktycznie był, ale dwa tygodnie potem o godzinie 3 nad ranem, gdzie stawiając dom na równe nogi jechalam na ginekologiczną izbę przyjęć. Rodzilam pierwszy raz, bez większych doświadczeń, ale za to z bogactwem informacji w głowie wyniesionych ze szkoły rodzenia. 
Puk puk-wchodzę, obudziłam położna/pielęgniarkę, odpowiedzialną za selekcję pacjentek. Mówię o co chodzi, liczę bóle co ile, jak mocno itd. 
Kobita robi z łaską, złością robi podstawowy wywiad, ile lat, która ciąża itd odpowiadam no i teraz już tylko czekam. Nastała wszechobecna cisza, bóle coraz mocniejsze, a ja nie wiem czy iść, czy zostać, czy szczekać co dalej w ogóle. W koncu więc zapytałam, a usłyszałam coś w stylu : "Co za dziewczyna... inne chodzą na szkole rodzenia i wiedzą co robić, a ta ma tak blisko i nie chodzi.Jak w nocy przychodzi z bólami, ludzi budzi  to co sobie myśli ? " W gwoli ścisłości na szkołę rodzenia chodziłam, ale ludzie! W takim bólu i nerwach, niech nikt nie oczekuje ode mnie maksymalnego ogarnięcia. 
Skąd w tych ludziach tyle wrednosci? Wiem, że jest to juz rutyna, zmeczenie materiału i to fizyczne również, ale czy aż tak dużo wysiłku wymaga wsparcie tej pierworodki chociaż dobrym słowem? 

Kolejny etap mojej opowiesci, ma miejsce już po porodzie.
Rodzice, rodzina pielgrzymkami przychodzą w odwiedziny do szpitala, z reklamówami zdrowego  żarcia, gdzie każdy zwraca uwagę na to, co ta dwójka może jeść.
Dostałam sezonowe zdrowinki z ogródka, czyli 100%witamin. 
Przyszła położna, zobaczyła i kazała wszystko zabrać, argumentując "bo nie wolno" hmm szkoda, ale rozumiem, bo przeciez brzuszek maleństwa najważniejszy. Czekam na regenerującą kolację. Jeee dostalam pszenną bułkę i kawałek pasztetówki, firma Duda-taka dostepna w biedronce. Wiem, bo to ulubione żarcie mojego psa. Naprawdę pyszne swieżaki są gorsze, od miksu konserwantów i barwników? 

Dobiegliśmy do końca tych moich historii, ale są jeszcze inne, których byłam tylko świadkiem.

Z ta cesarką różnie bywa, ale tak czy inaczej prawie zawsze jest problem z pokarmem dla dzieciaków, a mianowicie jest zastój-rób co chcesz lecieć nie chce.
Biedne młode mamy, obolałe wystraszone, a ich dziecko płacze-jedno hasło karm, bo glodne. Co wtedy jak nie ma czym? Przychodzą położne i zamiast pomóc w tej juz trudnej sytuacji, krzyczą, cisną te cycki po raz setny, a nóż tym razem coś wyleci. Podawac mieszanki nie chcą.
Ja rozumiem, że zdrowie, że bliskość, ale te dziewczyny ukrywają się po kontach przed tymi babsztylami. One mają i tak za swoje, że nie potrafią jako matki zaspokoić najważniejszej potrzeby maluszka, więc ograniczylabym te horrory na salach poporodowych. Jesli chodzi o świadomy wybór, to spróbuj powiedzieć, że chcesz karmić proszkiem! uuu krzyż na drogę! Akysz wyrodna matko, a najlepiej oddaj to dziecko już teraz, bo i tak go nie kochasz.

Swoją drogą, sam w sobie poród nie licząc bólu i tak dalej wspominam bardzo dobrze. Opieka lekarska zwłaszcza w postaci dwóch wspaniałych lekarzy, doktora Adama Karolika i doktor Joanny Martynowskiej na najwyzszym poziomie, doping podczas, że jest super, a na koniec słowa do mnie i meza, że byłam dzielna i super rodzilam :D  Takich momentow życzę każdej, swieżo upieczonej mamie. Tym miłym akcentem kończę na dziś.

Kochane moje! Macie takie czy inne wspomnienia z porodówki? Chwalcie, żalcie się!





środa, 7 września 2016

Ciążowe tabu- czas w, którym tracimy tożsamość

Hej kochani <3

Środa nadeszła, a wraz z nią nasz kolejny Immejowy post. :) Wiecie jak teraz, promowana jest ciąża i macierzyństwo- jako szczęśliwy czas, gdzie kobieta ćwiczy, ma zawsze energię i wygląda jak milion dolarów, Narzekasz? Czujesz się źle w swoim powiększającym się ciągle ciele?  Traktują Cię jak trędowatą, bo przecież dla dziecka wszystko! Wstydź się zła kobieto! Nie możesz czuć się nieatrakcyjnie, jesteś matką! I tyko do takiej roli zaczynasz  być sprowadzana. 


Kiedy jesteś w ciąży, nikt nie pyta "Co słychać u Ciebie". Każdy pyta co słychać u Was. Przestajesz być osobną jednostką, jest was teraz dwoje. Rzadko słyszysz "piękna kobieta", coraz częściej "Piękna mama" Chociaż to najwspanialsza z życiowych ról, boisz się, że tylko tak będziesz postrzegana. 


Wiem, że jest mnóstwo kobiet, które nie podzielają takich poglądów, Spełniają się w stu procentach jako gospodynie domowe i matki. Bardzo je za to szanuje, praca w domu to wbrew pozorom prawdziwy trud. Poświęcenie się tak mocno dzieciom, drugiej połowie wymaga ogromnej siły. Przyznam szczerze, ja jestem zbytnią egoistką by to zrobić. Mam mnóstwo marzeń, planów , które są zbyt ważne, by całkowicie z nich zrezygnować. Jeśli ktoś odbierze mi możliwość ich realizacji, całe życie będę sfrustrowana i nieszczęśliwa. Podkreślam -czekam na swoje maleństwo i kocham je nad życie, ale z siebie tez nie zrezygnuję. 

Choćby dlatego prowadzimy bloga.  Tutaj możemy dzielić się wszystkim tym, co nie tylko dzieci dotyczy. Trendami, kobiecymi trikami na poprawienie urody :). Tym, co robimy poza byciem mamami dla siebie. Nie pracujesz nad ciałem, makijażem, ubiorem-dla dziecka. Nie dla niego śledzisz modowe nowinki :).  Zdrowy egoizm jest dobry. Kiedyś maluch wyfrunie z gniazda. Nie warto zapominać o tym, że oprócz mamą nadal jesteś kobietą, która chcę czuć się dobrze we własnej skórze. Wiele kobiet zaniedbuje też partnera. Czas z druga polówką jest tak samo istotny jak ten poświęcony maleństwu. To partner zostanie przy Tobie, gdy Twoja latorośl zacznie dorastać. Warto o tym pamiętać.




Droga kobieto, może czasem czujesz się sfrustrowana. Może denerwuję Cię fakt, że większość oczekuję, ze możliwość wychowywania dziecka to szczyt Twoich ambicji i marzeń.  Może Twój partner/mąż oczekuję, ze będziesz latami siedzieć w domu, wychowując dziecko i witając go z ciepłym obiadkiem po pracy. Wcale nie jesteś zobowiązana do tego, by z siebie zrezygnować.  Nie musisz przestać dbać o to, by dobrze czuć się we własnym ciele. Nie musisz czuć wyrzutów sumienia, jeśli nie cieszą Cię rozstępy i cellulit, a dodatkowe ciążowe 20kg to nie tylko słodki ciężar, a coś, co Ci się zwyczajnie nie podoba. Nie musisz przestać się uczyć, nie chcieć wrócić do pracy, nie myśleć o tym, że fajnie byłoby czasem pojechać na wakacje bez malucha, bo potrzebny wam czas we dwoje. Dziecko nie musi odbierać Ci tożsamości, bo przecież najszczęśliwsza mama to ta, która czuję się spełnioną kobietą :)

Buziaki,
Immeji <3

poniedziałek, 5 września 2016

Produkty do ust-maty część pierwsza

Hej kochani :*
Miałam zrobić dla was recenzje wszystkich moich ulubionych kosmetyków, jednak ze względu na ilość powstanie kilka tego typu postów.
Dziś kilka słów o matowych produktach do ust. Maty od kilku sezonów są w mojej czołówce. Zdecydowanie wyparły ukochane wcześniej błyszczyki ( te klejące się do nich włosy, przy każdym podmuchu wiatru brrr). Z racji tego, że moja druga immejowa połowa biega właśnie po Gdańsku, a statywu nadal brak-posiłkowałam się aparatem z telefonu i selfiestickiem. Nadal ciężko mi się przyzwyczaić do nagłego zaniku moich kości policzkowych ( uroki dziewiątego miesiąca ciąży). Z twarzą jak słońce, zapraszam więc  na krótkie recenzje moich ulubieńców :)


* Przy matowych pomadkach, należy szczególnie zadbać o odpowiednie nawilżenie warg. Zawsze przed nałożeniem takiego produktu, nakładam balsam do ust. Raz w tygodniu robię też peeling cukrem (palec pod wodę, potem w cukier i masujemy usta:) ). Mój ulubiony trik to nakładanie cienkiej warstwy oliwki dla dzieci w żelu na wargi, na noc. Ja używam rumiankowej z Johnson's baby (stosuję ją na całe ciało po kąpieli zamiast balsamów nawilżających, już od kilku lat)



Powyżej wszystkie kolory moich faworytów wśród matów, dziś opiszę trzy z nich. W następnym  poście pozostałą czwórkę.



Ołówek do ust Inglot, odcień nr 16

Mój zdecydowany faworyt. Miałam kilka ołówków z Inglota z tej serii, jednak ten kolor  jesienią odpowiada mi najbardziej :) Ja używam go nie tylko do robienia kontorów, maluję nim całe usta.


Plusy:

-cena (niewiele ponad 30 złotych)
-wytrzymałość (naprawdę trwały, kolor długo wytrzymuję na ustach)
-kolor (pasuję właściwie do każdego ubrania i okazji)
-Można nim bez problemu powiększyć usta (oczywiście w granicach rozsądku, wyjechanie pół metra za kontur  nie będzie wyglądać korzystnie;p)


Minusy:

-Przy częstym użytkowaniu jak większość matów, wysusza wargi
- Wymaga idealnie nawilżonych ust,  odstające skórki nie wchodzą w grę, przy tym produkcie straszyłybyśmy nimi już z daleka :)



nr 2

 Szminka Golden Rose- Velvet Matte, kolor nr 24  (jej siostrą z tej samej serii widoczną na zdjęciu po lewej stronie, zajmiemy się w kolejnym poście :) )


Przez kilka lat, nie rozstawałam się z tą pomadką. Ciężko było mnie spotkać w innym niż ten kolorze ust :). Nadal ją uwielbiam, jednak ostatnio stawiam na bardziej stonowane barwy. Z całego serca jednak polecam! Szczególnie kobietom z ciepłym odcieniem skóry. oranżowa czerwień pięknie się z nią komponuję :)


Plusy

-dobrze się rozprowadza
-pięknie kryję
-cena
-dostępna w szerokiej gamie kolorystycznej 


Minusy

-wysusza jak większość matowych pomadek
-dość często trzeba ja poprawiać
-podkreśla suche skórki




nr. 3

Pomadka Bourjois Rouge Edition Velvet kolor 09 Pink Pong

Piękny intensywny odcień. idealny na letnie dni, najpiękniej mu w towarzystwie opalenizny :) 

 Plusy:
-intensywny kolor
- ogromna trwałość produktu
-wygodny aplikator

-usta wyglądają na super gładkie, nawet przy drobnych niedoskonałościach


Minusy
- Nie zauważyłam :)

Zdjęcia z telefonu nie oddawały jej prawdziwego koloru, na szczęście dysponowałam kilkoma lepszej jakości zdjęciami w tej pomadce :) (Jeszcze z czasów szczupłej twarzy ;p) Dla porównania zdjęcia z telefonu i zdjęcia z lustrzanki, jak widać odcień prezentuję się zupełnie inaczej






Jacy są wasi matowi ulubieńcy ?:) Może polecicie mi coś nowego? :)

Buziaki,
Aga :*