piątek, 9 września 2016

Anty dziecko. Kinga.

Dziś również dziecięcy temat, a właściwie anty dziecięcy biorąc pod uwagę kompetencje pracowników "służby zdrowia".

Ostatnio przeczytałam artykuł dziewczyny o temacie Dwudziestu rzeczy, które wspólnie są równie nieprzyjemne, co sam ból porodowy. 

Postanowilam napisać jakie jest moje ALE odnosnie całokształtu.

Jak kiedyś już wspomniałam w innym poście,

nie podobało mi się podejście Pani ginekolog, 
odnośnie zbędnych komentarzy względem mojej osoby.
Zagięła\zaskoczyła mnie nazywając kilkutygodniowy płód rozwijajacy sie w moim brzuchu per wpadka, nie wiem tak naprawdę czym się sugerując. Głównie mówię o tym, że było to zbędne z jej strony, a czy to była wpadka czy cokolwiek innego to moja sprawa.
Kolejnym wybrykiem Pani "doktor" było przepisanie mi recepty na lek 
którego jak się okazało po przeczytaniu przezemnie ulotki nie mogą brać  kobiety w ciazy.
Nieprzestrzeganie  przeciwwskazań mogłoby grozić poronieniem, zważając na fakt iż nie minął pierwszy najbardziej ryzykowny trymestr.

Kolejne wpadki miały miejsce nieco później.

Po wizycie u mojej Pani położnej, ktg i obsluchiwaniu brzuszka dowiedzialam sie ze dziś moze być właśnie TEN dzień. 
Faktycznie był, ale dwa tygodnie potem o godzinie 3 nad ranem, gdzie stawiając dom na równe nogi jechalam na ginekologiczną izbę przyjęć. Rodzilam pierwszy raz, bez większych doświadczeń, ale za to z bogactwem informacji w głowie wyniesionych ze szkoły rodzenia. 
Puk puk-wchodzę, obudziłam położna/pielęgniarkę, odpowiedzialną za selekcję pacjentek. Mówię o co chodzi, liczę bóle co ile, jak mocno itd. 
Kobita robi z łaską, złością robi podstawowy wywiad, ile lat, która ciąża itd odpowiadam no i teraz już tylko czekam. Nastała wszechobecna cisza, bóle coraz mocniejsze, a ja nie wiem czy iść, czy zostać, czy szczekać co dalej w ogóle. W koncu więc zapytałam, a usłyszałam coś w stylu : "Co za dziewczyna... inne chodzą na szkole rodzenia i wiedzą co robić, a ta ma tak blisko i nie chodzi.Jak w nocy przychodzi z bólami, ludzi budzi  to co sobie myśli ? " W gwoli ścisłości na szkołę rodzenia chodziłam, ale ludzie! W takim bólu i nerwach, niech nikt nie oczekuje ode mnie maksymalnego ogarnięcia. 
Skąd w tych ludziach tyle wrednosci? Wiem, że jest to juz rutyna, zmeczenie materiału i to fizyczne również, ale czy aż tak dużo wysiłku wymaga wsparcie tej pierworodki chociaż dobrym słowem? 

Kolejny etap mojej opowiesci, ma miejsce już po porodzie.
Rodzice, rodzina pielgrzymkami przychodzą w odwiedziny do szpitala, z reklamówami zdrowego  żarcia, gdzie każdy zwraca uwagę na to, co ta dwójka może jeść.
Dostałam sezonowe zdrowinki z ogródka, czyli 100%witamin. 
Przyszła położna, zobaczyła i kazała wszystko zabrać, argumentując "bo nie wolno" hmm szkoda, ale rozumiem, bo przeciez brzuszek maleństwa najważniejszy. Czekam na regenerującą kolację. Jeee dostalam pszenną bułkę i kawałek pasztetówki, firma Duda-taka dostepna w biedronce. Wiem, bo to ulubione żarcie mojego psa. Naprawdę pyszne swieżaki są gorsze, od miksu konserwantów i barwników? 

Dobiegliśmy do końca tych moich historii, ale są jeszcze inne, których byłam tylko świadkiem.

Z ta cesarką różnie bywa, ale tak czy inaczej prawie zawsze jest problem z pokarmem dla dzieciaków, a mianowicie jest zastój-rób co chcesz lecieć nie chce.
Biedne młode mamy, obolałe wystraszone, a ich dziecko płacze-jedno hasło karm, bo glodne. Co wtedy jak nie ma czym? Przychodzą położne i zamiast pomóc w tej juz trudnej sytuacji, krzyczą, cisną te cycki po raz setny, a nóż tym razem coś wyleci. Podawac mieszanki nie chcą.
Ja rozumiem, że zdrowie, że bliskość, ale te dziewczyny ukrywają się po kontach przed tymi babsztylami. One mają i tak za swoje, że nie potrafią jako matki zaspokoić najważniejszej potrzeby maluszka, więc ograniczylabym te horrory na salach poporodowych. Jesli chodzi o świadomy wybór, to spróbuj powiedzieć, że chcesz karmić proszkiem! uuu krzyż na drogę! Akysz wyrodna matko, a najlepiej oddaj to dziecko już teraz, bo i tak go nie kochasz.

Swoją drogą, sam w sobie poród nie licząc bólu i tak dalej wspominam bardzo dobrze. Opieka lekarska zwłaszcza w postaci dwóch wspaniałych lekarzy, doktora Adama Karolika i doktor Joanny Martynowskiej na najwyzszym poziomie, doping podczas, że jest super, a na koniec słowa do mnie i meza, że byłam dzielna i super rodzilam :D  Takich momentow życzę każdej, swieżo upieczonej mamie. Tym miłym akcentem kończę na dziś.

Kochane moje! Macie takie czy inne wspomnienia z porodówki? Chwalcie, żalcie się!





3 komentarze:

  1. Straszne. W takich chwilach ważnych w życiu kobiety traktuje się ją jak jakiegoś intruza. Masakra. Tego typu traktowanie nie powinno mieć miejsca.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Love it! Thanks for sharing.

    ** Join Love, Beauty Bloggers on facebook. A place for beauty and fashion bloggers from all over the world to promote their latest posts!


    BEAUTYEDITER.COM

    OdpowiedzUsuń

Jeśli czytasz Nasz blog, będzie nam bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad :)