poniedziałek, 4 czerwca 2018

Zawsze self-made Kinga

Hej, chciałam Wam się pokazać chyba od takiej najbardziej "mojej" strony, którą rzadko widzi świat. Mało kto mnie widział w trakcie i mało komu o tym opowiadam, ale tak w sumie to chcę żebyście to w końcu zobaczyli :) 
Jestem strasznym upierdliwcem, jak mi się coś "uchrzani" w głowie to raczej nie da się mnie od tego odwieźć, ale jak jestem w sklepie i widzę jakąś bluzkę, sukienkę czy torebkę, buty (jak tak wyliczam to chyba wszystko się nada :)) i coś mi nie pasuje to przerabiam, przeszywam, doszywam ucinam, farbuję itd, bo musi być po mojemu. 
Robię to najczęściej sama, na tyle ile mi moje umiejętności pozwalają, dlatego mam maszynę, a na urodziny dostałam skrzynkę narzędziową z wyposażeniem <3 serio mój tata wie czego naprawdę potrzebuję :D
Dziś chciałam żebyście zobaczyli moje kolejne dziecko-sypialnie. 
Jest to jeden z trzech pokoi, ale ten był głównie robiony prze zemnie zaczynając od szpachlowania ścian, poprzez docieranie, malowanie, wiercenie dziur, po urządzanie i tu moja perełka-pufka. 
Dla innych to jest rzecz, obok której będą przechodzić obojętnie każdego dnia, a dla mnie wisienka na torcie mojej pracy w tym pomieszczeniu. Była już przytarta, nienadająca się do codziennego użytku, a jednak była ważna, bo to była pierwsza meblowa rzecz jaką kupiłam za własnoręcznie zarobione pieniądze w wieku 19 lat do siebie do pokoiku. 
Będę się cieszyć mówiąc małemu o tym, cóż jestem sentymentalna nawet jeśli chodzi o pufy :D 
Obiłam ją ikejkowym materiałem kupionym z resztą w ciuchu, w ciekawy graficzny wzór. Robiłam to pierwszy raz, więc jest pewnie krzywo, czy coś ale i tak jestem zadowolona. Do przeważającego koloru ecru w tym pomieszczeniu dodałam czarne poduchy, z własnoręcznie robionymi chwostami. 
Zwykle narzuta nie jest tak gładka, a poduszki nie są równo ułożone, bo? bo Jasiek właśnie postanowił się schować, a ta ruszająca, chichrająca się kulka na łóżku to na pewno nie on :D
Może dla Was to być dziwne, ale każda dziura wywiercona wiertarką, którą trzymałam w ręce, samodzielna decyzja jakiej grubości wiertło będzie dobre do tej wielkości kołka dodaje mi skrzydeł i fakt, że co tam mi się umyśli w większości realizuje sprawia, że jestem z siebie dumna ;) 
Jeszcze to, że nie jęczę mężowi żeby mi coś tam zrobił, tylko sama to robię no chyba że trzeba gary umyć, tego nie lubię :D

Serio ciesze się z małych rzeczy, polecam to każdemu, oczywiście nie mówię tu o tym, żeby stawiać sobie małe cele i zadowalać się byle czym, ale żeby się nie biczować jeśli np od stycznia nie schudłyśmy 15 kilo jak to sobie powiedziałyśmy w noworocznych postanowieniach.

























1 komentarz:

Jeśli czytasz Nasz blog, będzie nam bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad :)